Menu

Krzywo przez mózg

Autostradą przez galaktykę

Szlafrok a sprawa polska

lastbaron

Dawno, dawno temu (ale przed meczem Polska – Portugalia), gdzieś na Mokotowie

Ja – Nie oglądałem żadnego meczu na Euro i Polacy wciąż nie przegrali, jak obejrzę to w końcu obskoczą.

Ola – Jeszcze moja mama musi zdjąć szlafrok.

Ja – Jak to?

Ola – Moja mama uważa, że jak zdejmie szlafrok to Polacy przegrają

Tak mniej więcej wyglądała ta rozmowa.

Polska piłka nożna, a zwłaszcza ta w wydaniu ligowym to jak dla mnie produkt sportopodobny. To chyba bardziej podkładka dla kiboli, żeby mieli powód do rozbijania sobie głów, niż dyscyplina sportowa. Podobne zdanie miałem też o reprezentacji kraju. Doskonale pamiętam składy napakowane Majdanami, Hajtami, Rasiakami, Milami, Olisadebami, Perejrami i innymi ludźmi, którym tak się życie potoczyło, że grali w piłkę – bo nazwanie ich w 100% piłkarzami to pewne nadużycie. Pamiętam jak te magiczne składy jechały na turnieje aby rozegrać klasyczny tryptyk – mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Dlatego też odpuściłem sobie śledzenie losów biało-czerwonych i Euro 2016 zupełnie mnie nie interesowało (zwłaszcza, że trwały finały NBA). Jednak internet na bieżąco informował mnie o tym, że Polakom idzie dobrze. I tak oto wyszli z grupy, odprawili z kwitkiem Szwajcarię i w ćwierćfinale mieli grać z Portugalią. Nie miałem w planach obejrzenia tego meczu ale tak się złożyło, że na jego oglądanie zaprosił mnie przyszły teść. Jako, że głupio było odmówić, to postanowiłem wziąć udział w piłko szale. Jednak cały czas miałem świadomość tego, że jak usiądę przed telewizorem, to po meczu wszyscy będą śpiewać „Polacy nic się nie stało”. A tu niespodzianka, w drugiej minucie Robert Lewandowski trafia w bramkę Portugalczyków i prowadzimy – myślę sobie, dobrze, że Oli mama wciąż nie zdjęła szlafroka (co było nie lada wyczynem, gdyż było dosyć duszno i gorąco). Niestety przed 33’ią minutą upał musiał się jej dać we znaki i zrobiło się 1:1. Następnie dogrywka, karne i … „Polacy nic się nie stało!”.

W całym swoim olewaniu piłki kopanej made in Polanda, umknęła mi jedna rzecz – drużyna prowadzona przez Adama Nawałkę wygląda jak prawdziwa drużyna, a nie jak zbieranina kolesi, którzy grają tak jakby nawet na treningach się nie widywali. Podania były celne, brakowało ustawicznego wycofywania piłki do bramkarza i w ogóle wyglądało to jak futbol na poziomie. Drużyny Portugalii i Polski wyglądały jak równorzędni rywale, co cieszyło oko, bo do tej pory reprezentacja kraju kojarzyła mi się z teamem, który jak równy z równym mogła mierzyć się z kadrą Dzieci z Bullerbyn.

Dlatego tym tekstem wnoszę do władz o objęcie programem ochrony mnie oraz mamy Oli, gdyż mam wrażenie, że moje kibicowanie i jej pozbycie się szlafroka zadecydowało o odpadnięciu z Euro. Proszę aby chroniono nas przed rozczarowanymi kibicami, którzy słusznie mogą obwiniać naszą dwójkę za porażkę biało-czerwonych.

A tak poważnie, to co zobaczyłem w czwartkowym meczem może sprawić, że chętniej będę przyjmował zaproszenia do wspólnego kibicowania, bo oczy nie bolą patrząc na grę Polaków. Jeśli kadra grała tak jak w ostatnim meczu to nie ma wstydu.

A na koniec najważniejsze. Jak stwierdziła moja narzeczona – Najważniejsze, że Lewandowski nie ma łupieżu.

© Krzywo przez mózg
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci