Menu

Krzywo przez mózg

Autostradą przez galaktykę

420

lastbaron
maxresdefault
420 to liczba znana wielu (pewnie większości) użytkowników marihuany. Liczba ta określa datę, dwudziestego kwietnia, jako święto wspomnianej rośliny. Geneza święta leży w bardzo prostym pomyśle, ot w latach 70-tych grupa znajomych umówiła się pod pomnikiem Louise Pasteura o godzinie 16:20 (czyli w zapisie 12 godzinnym o 4:20) aby stamtąd ruszyć na poszukiwania krzaków konopi. Roślin nie znaleźli, ale popalając spędzili miły dzień szwendając się po lasach. Historia ta została podchwycona przez magazyn High Times, który opisał ten dzień i tak dzięki wieści niesionej z ust do ust, godzina ta stała się symbolem i datą celebrowania marihuany.
Daję sobie obciąć obie ręce, że 20 kwietnia będzie dniem, w którym wielu mieszkańców kraju nad Wisłą sięgnie bo susz roślinny oraz różnorakie przyrządy do jego spalania i puści chmurę białego dymu z ust. Zrobią to w parkach, na ulicach, w domach, na działkach, plażach, lasach, górach, biurach i balkonach. Każdy zrobi to pomimo sankcji prawnych jakie za posiadania marihuany przewiduje kodeks karny. Część będzie miała lekki stres w związku z procederem, a część będzie miała to mocno w nosie, traktując tą czynność jako coś nieszkodliwego i zupełnie normalnego (niektórzy wręcz, codziennego). Co w tym złego? Właściwie niewiele poza finansowym wspieraniem zorganizowanych grup przestępczych zajmującej się handlem substancjami zakazanymi. Celowo nie użyłem słowa narkotyki, gdyż uważam, że marihuana to używka. Policja ściga handlarzy, trafiając też zwykłych konsumentów, którzy są lwią częścią zatrzymanych, a handel istniał, istnieje i będzie istniał. Tym czasem publiczne pieniądze płyną na walkę z marihuaną i narkotykami, ale jest to walka z wiatrakami. Świetnym przykładem na to do czego prowadzi prohibicja na używki jest postać Al Capone, który zbudował imperium dzięki niechęci amerykańskiego rządu do alkoholu. A przecież sensowne znoszenie sankcji karnych za posiadanie marihuany znajdują pozytywne potwierdzenia w wielu krajach (np. Portugalia, Hiszpania, Kanada). Przykład tego co stało się stanie Colorado jest wręcz hiper pozytywny w kontekście spadku przestępczości i kosmicznych wręcz wpływów do budżetu dzięki zalegalizowaniu i opodatkowaniu marihuany stosowanej do celów rekreacyjnych. Tym czasem w Polsce mamy u władzy beton, który nie dopuszcza do siebie żadnych argumentów. I nie jest to wcale domeną prawicy, Donald Tusk, będąc premierem, zapowiedział, że za jego rządów legalizacji nie będzie. Bo wiadomo od trawki do strzykawki (za promowanie tego hasła możemy podziękować tadziowi cymańskiego i annie fotydze). Gdyby pani fotyga umiała w język angielski (pamiętamy jej hartkornigołszijeters) to określiłaby marihuanę mianem "getaway drug", co w wolnym tłumaczeniu można określić jako narkotyk ucieczki. W tym przypadku pomysłodawcy mieli na myśli ucieczkę w ciężkie narkotyki. Na szczęście najczęściej spożycie suszu konopi, skutkuje ucieczką w stronę lodówki lub punktem z kebabem/falaflem. Gdyby urzędnicy pochyliliby się nad tematem i poważnie zaczęli rozpatrywać pójście szlakiem przetartym przez stan Colorado, to mogliby się dopatrzyć wielu pozytywów, w tym najistotniejszego dla nich - finansowego. Wpływy do budżetu mogłyby być znaczne i nie wykluczone, że mogłyby uratować szarlatańsko-matematyczne prezentacje morawieckiego - wiadomo, więcej piniendzów by było. Dodatkowo nagle by się okazało, że jest mniej przestępców, bo teraz mogą swój produkt sprzedawać legalnie, płacić podatki i nie uczestniczyć w półświatku.

No ale na tak niespodziewany krok możnowładców jest co najmniej totalnie nie możliwy. Możliwym, i przy tym niesłychanie mądrym, krokiem byłoby dopuszczenie marihuany, a właściwie dostępu do niej, osobom potrzebującym jej do celów leczniczych. I nie słuchajmy niedoszłego księdza, a obecnie ministra zdrowia, który oświadczył, iż marihuana nie jest lekarstwem. Ze swojego podwórka znam dwa przypadki gdzie wyroby konopne niosły ulgę chorym (o tym pisałem tutaj). Nie nastąpiło tam przedawkowanie, uzależnienie czy rzucenie się w szpony heroiny. Lekarstwo jakich wiele, spełniające swoją rolę. Gdyby nim nie było, to nie badano by jej w laboratoriach, sprawdzając przypadki w których marihuana może pomóc. I to nie jest tak, że badania te prowadzą naćpani hipisi, którzy tylko po to pokończyli skomplikowane kierunki studiów, aby teraz móc jarać zioło na potęgę. Według mnie są to ludzie, którzy dzięki swojej pracy poznają lepiej świat a ich odkrycia (w tym przypadku) to ulga chorych. Piłka jest po stronie rządku, ale czy dokonają jakiegoś ruchu w tej kwestii, czas pokaże, nikomu źle nie życzę, ale mam poczucie, że gdyby ktoś z bliskich ludzi władzy podupadłby na zdrowiu i ta przeklęta trawka miałaby pomóc, to wówczas sprawy mogłyby nabrać tempa.

Pamiętajmy też, że gdy 20 kwietnia zapłoną skręty, fifki, bonga, waporyzatory i inne fajki, a potem zaszeleszczą paczki czipsów i opakowań kebabów, równolegle w wielu domach opróżni się kolejna butelka wódki, a potem na wiele osób spadnie bezmyślny grad ciosów autorstwa pijanego partnera, ojca, matki. Nie znam nikogo, kto po trawce stawałby się agresywny i szukałby konfrontacji fizycznej, znam za to kilka osób, które po alkoholu robią się agresywne. I wydaje się, że przemoc w rodzinie jest bardzo ważną częścią chrześcijańsko-narodowych korzeni polskich (na które tak ochoczo powołują się politycy), bo rządzący nie mieli problemu aby zaprzestać finansować błękitną linię. Wydaje się więc, że przemoc domowa jest git i nie ma co się nią przejmować, bo to część tożsamości narodowej, a już zapalenie skręta i oglądania durnych filmów na youtube, nie jest jej elementem więc należy karać za jointy. Obecnie na czele pochłoniętej walką o Polskę dla Polaków, partii stoi koleś, który o marihuanie ma takie pojęcie

Więc elo!

Na koniec dodam od siebie, że gdy zapalicie sobie 20 kwietnia, czy w inne dni, właściwie to kiedy chcecie, to wiedzcie, że robiąc to łamiemy głupie prawo, trwające dzięki głupim ludziom.

© Krzywo przez mózg
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci